删 Shān – usunąć, skasować (na przykład niewygodny głos)

删 shān – usunąć, skasować

Artystka Echo Morgan (Xie Rong) z namalowanym na twarzy znakiem „skasować” przywołuje historię doktor Ai Fen, dyrektor oddziału ratunkowego Centralnego Szpitala w Wuhan. 30 grudnia doktor Ai zobaczyła wyniki jednego z pacjentów z komentarzem: „koronawirus podobny do SARS”. Zdjęcie wyniku przesłała do swoich kolegów, w tym nieżyjącego już doktora Li Wenlianga. Poinformowała także władze szpitala. Została oskarżona przez szefa wydziału dyscyplinarnego o „szerzenie plotek” i „szkodzenie stabilności”. Dziś, znając tragiczny bilans sytuacji, żałuje tylko tego, że nie zignorowała reprymend i nie krzyczała głośniej.
Artykuł opisujący jej historię został usunięty z internetu krótko po pojawieniu się, ale zachowano zrzuty ekranu. Został przetłumaczony na angielski, niemiecki, japoński, emoji, Braille’a, język kodów QR, a nawet archaiczne znaki z kości wróżebnych i odręczne pismo Mao.
Często mówi się, że chińscy internauci są bardzo aktywni i zwykle mogą pisać co chcą. Ale czy tysiąc nieusuniętych postów usprawiedliwia jeden usunięty? Zwłaszcza gdy ten jeden głos ma moc tysiąca innych.

https://www.instagram.com/p/B9nCTHSFv9f/

Mój praktyczny przewodnik po chińskich wierzeniach

W Taichungu jest wieczór. Stoję na balkonie nowoczesnego mieszkania. Mam z niego widok na sąsiadujący, elegancki blok. Na każdym z jego tarasów widzę po dwa piece służące do palenia papierowych imitacji pieniędzy, które przydają się w zaświatach. W jednym piecu pali się pieniądze dla bogów, a w drugim – dla przodków. Jednak dostarczanie gotówki głodnym duchom w to tylko mała część trudu, jaki zadają sobie osoby praktykujące chińskie wierzenia. Uczestniczyć w tradycyjnych zwyczajach to jak znaleźć się w centrum baśni albo odbyć podróż w czasie. Praktykowane dziś przez Hanów wierzenia nie zmieniły się znacznie od ośmiuset lat, a towarzyszą im praktyki wywodzące się z czasów prehistorycznych.


Na prywatnych tarasach można znaleźć dwa rodzaje pieców do palenia papierowych imitacji pieniędzy: jeden dla przodków, drugi dla bogów.

Na Tajwanie na każdym kroku jest świątynia: przy wąskich uliczkach i szerokich alejach, w centrach miast, na wsiach, a nawet w firmach. W prywatnych domach i mniejszych przedsiębiorstwach są ołtarzyki przodków. Niesamowite chińskie wierzenia ludowe żyją nie w zimnych murach, a w ludziach rzucających do skutku drewniane klocki aby w ten sposób skontaktować się ze swoim ulubionym bóstwem i uzyskać odpowiedź na zadane mu pytanie; w ludziach tłumnie przybywających do świątyń z ofiarami z owoców, słodyczy i ryżu; w ludziach kłaniających się z kadzidłami przed ołtarzem. Choć czasy rewolucji kulturalnej  i maoizmu w Chinach kontynentalnych dawno minęły, to dziś świątynie Państwa Środka są o wiele mniej uczęszczane niż na Tajwanie, a ich zagęszczenie jest niewielkie w porównaniu z tym na wyspie. Paradoksalnie, to co tutaj zobaczymy daje wyobrażenie o skali materialnych i duchowych zniszczeń rewolucji kulturalnej w Chinach ludowych.

Większość moich znajomych z kontynentu, którzy sami siebie określają jako ateistów lub agnostyków, do świątyń udaje się tylko w trudnych sytuacjach życiowych. Chociaż od około dwudziestu lat obserwuje się odrodzenie życia duchowego w Chinach, to jednak wolność religijna pozostaje w Państwie Środka na poziomie deklaracji – jest możliwa tylko pod kontrolą i dopóty, dopóki potencjalnie nie zagraża władzy. Ateizm jest oficjalną ideologią Komunistycznej Partii Chin.

Trzeba przy tym zaznaczyć, że na Tajwanie do czasu demokratyzacji trudno było mówić o wolności religijnej – autorytarny rząd Kuomintangu traktował konfucjanizm instrumentalnie, deifikując na przykład założyciela partii Sun Yan-sena w tradycyjnych chińskich ceremoniach religijnych, ale tłumił praktyki, które mogłyby podważyć stabilność jego władzy. Tego rodzaju kontrola nie była niczym nowym w historii Hanów – sprawowano ją za rządów dynastii Qing i Ming. 

Świątynia Baoan, Tajpej

Jednak w odróżnieniu od Komunistycznej Partii Chin, rząd Kuomintangu nigdy nie prowadził systemowego niszczenia religijności. Dzięki temu możemy dzisiaj czerpać z tradycyjnej chińskiej kultury, której na Tajwanie w ogóle nie trzeba szukać – wychodzi do nas na każdym kroku. Jednak zrozumieć tutejsze kulty, zwyczaje, lokalne święta, magiczne przedmioty i skomplikowaną, czasem wykluczającą się wewnętrznie podbudowę teoretyczną nie jest łatwo. Mam szczęście, że moja wieloletnia przyjaciółka Yichun z miasta Taichung nie tylko chce towarzyszyć mi w podróży do świątyń, ale jako zagorzała taoistka stanowi doskonałe źródło informacji na temat tutejszych wierzeń. 

W domu Yichun stół do kaligrafii zajmuje centralne miejsce. 

Mieszkanie Yichun jest po brzegi wypełnione religijnymi artefaktami, które mają zagwarantować jej szczęście i bogactwo: znajduję tu przyciągającego pieniądze złotego kurczaka, a także wiele magicznych przedmiotów umieszczonych w domu zgodnie z zasadami fengshui. Już pobieżnie zapoznawszy się z tymi wnętrzami wiem, że nie mogłam lepiej trafić: odkąd nasze drogi się rozeszły Yichun wkroczyła na ścieżkę duchową, poważnie inwestowała w świątynne dobra, a jej dom wręcz oddycha ludowym taoizmem. Nie potrafię wyobrazić sobie lepszego przewodnika po lokalnych miejscach kultu.

W co właściwie się tutaj wierzy? Słowo klucz: synkretyzm

Chcąc określić chińskie wierzenia należy porzucić próbę wyraźnego definiowania i oddzielania od siebie wyznań. Taoizm, buddyzm, konfucjanizm (czyli san jiao – trzy nauki) i chińskie mity nie tylko współistnieją, lecz także przenikają się nawzajem. Zamiast etykietować świątynie, lepiej popatrzeć na system chińskich wierzeń jak na zróżnicowaną całość, której taoizm dał przede wszystkim podbudowę filozoficzną, konfucjanizm – zasady ładu społecznego, a buddyzm – wartości moralne i nową filozofię. Wierzenia te są też w dużym stopniu oparte na chińskiej mitologii i folklorze z jego pieśniami, poezją, tańcem czy pacynkarstwem. W przeciwieństwie do taoizmu i konfucjanizmu, które narodziły się w Chinach, buddyzm przywędrował do Państwa Środka z Indii w VI w.   

Mimo dużego lokalnego zróżnicowania, w chińskiej tradycji religijnej uniwersalne są między innymi: kult przodków jingzu, koncepcja nieba – absolutu i źródła moralności Tian, poruszająca światem energia qi, moralna wzajemność baoying czy koncepcja ludzkiego losu mingyun, na który z jednej strony oddziaływuje niebo, a z drugiej – mają na niego wpływ indywidualne wybory.

Religia nie jest tu zinstytucjonalizowana jak w wyznaniach abrahamowych. Aby oddawać cześć bóstwom w świątyni nie trzeba się nigdzie zapisywać, nie ma rytuałów inicjacyjnych, nie trzeba się też oficjalnie nawracać. Nie byłoby zresztą na co: nie istnieje jedna spójna doktryna, więc właściwie trudno byłoby sprecyzować wymagania dla konwertyty in spe. Fascynujące dla nas, przyzwyczajonych do świata w którym ludzi dzieli się na „wiernych” i „niewiernych” jest to, że każdy może uczestniczyć w tutejszych obrzędach. I właśnie to uczestnictwo na poziomie lokalnym jest warunkiem przynależności do religijnej wspólnoty. Nie chodzi o to żeby wierzyć, lecz raczej o to, żeby przynależeć. Tradycyjna religijność Hanów jest w końcu bardzo praktyczna – bogów prosi się przede wszystkim o powodzenie w życiu doczesnym: bogactwo, pomyślność, znalezienie partnera, zdrowie czy harmonię w rodzinie.

W maju 2019 roku zalegalizowano na Tajwanie małżeństwa homoseksualne. Świątynie odpowiadają na potrzeby zmieniającego się społeczeństwa: ta świątynia w Taichungu oferuje błogosławieństwa dla pięciu grup, którym przyporządkowane są określone żywioły: osób homoseksualnych (ziemia), osób chcących ponownie wstąpić w związek małżeński (ogień), osób niezwiązanych małżeństwem (woda), osób proszących o życzliwych ludzi wokół siebie (drewno) –  ten rodzaj szczęścia potrzebny jest w biznesie, gdyż nieżyczliwość czy zazdrość innych może zrujnować wszelkie nasze wysiłki, osób w związkach małżeńskich (złoto).

Jednakże mimo swojej otwartości, chińskie wierzenia nie są uniwersalne i  nie mają mocy przyciągania wiernych z kulturowo odległych zakątków świata. Chińskie wierzenia są po prostu…. chińskie, są częścią tożsamości i historii Hanów. Przyjęły się tylko u narodów, które uległy sinizacji. 

Charakterystyczną cechą organizacyjną, spotykaną głównie u Hanów południowych, jest istnienie tzw. związków rodowych (zongzu xiehui): rodziny noszące to samo nazwisko, często wywodzące się z tych samych terenów i uznające to samo bóstwo za swojego patrona, uczęszczają do wspólnej świątyni przodków (citang). Świątynie przodków są miejscem oddawania im czci, a więc realizowania najważniejszej zasady konfucjańskiej – cnoty nabożności synowskiej xiao. Odgrywają też ważną rolę w życiu społecznym, podejmując działalność charytatywną czy wspierając lokalne szkoły.

Według różnych źródeł chińskie wierzenia ludowe praktykuje od około dwustu trzydziestu do ośmiuset milionów ludzi. Tak duże rozbieżności w statystykach są spowodowane m.in. niejednoznaczną terminologią, brakiem instytucjonalizacji oraz faktem, że w Chinach ludowych oficjalną ideologią jest ateizm. W rzeczywistości jednak większość Chińczyków praktykuje jakieś zwyczaje religijne (na przykład przy okazji świąt), jednak na znacznie mniejszą skalę niż ma to miejsce na Tajwanie. 

Chińskie wierzenia ludowe mają cechy, które istniały w religiach Europy przed wyparciem ich przez chrześcijaństwo: szamanizm, animizm i totemizm.

Animizm przejawia się w przekonaniu, że świat duchów nie jest oddzielony od ludzkiego, ale przenika naszą rzeczywistość: duchy żyją w drzewach, zwierzętach, skałach, domach i wszelkich przedmiotach. Skrajnymi animistami byli Słowianie, którzy czczonym przez siebie bogom nie budowali nawet świątyń – dla nich już sam las był świątynią.

Animizm zakłada też, że duchy można kontrolować jeśli będziemy robić odpowiednie rzeczy: przede wszystkim należy składać im ofiary, w przeciwnym razie mogą zgłodnieć i się zdenerwować, a następnie w odwecie zrobić krzywdę nam albo naszej rodzinie. 

Totemizm przejawia się w chińskiej tradycji przede wszystkim w wierze we wspólne pochodzenie od mitycznych zwierząt: smoka i feniksa. Przykłady szamanizmu możemy natomiast zaobserwować podczas wydarzeń w świątyniach: tutaj widzimy jak bóg Ji Gong za pośrednictwem szamana oddaje się swojemu słynnemu pijanemu tańcowi. 

W taoizmie religijnym istnieje wiele koncepcji na temat konstrukcji duszy, jednak najpopularniejsza mówi, że po śmierci rozpada się ona na trzy części: jedna idzie do nieba lub piekła, druga zostaje w grobie z ciałem, trzecia rezyduje w shenwei, tzw. tabliczce przodka, którą przechowuje się w domu lub świątyni. Jednak zanim rozwinął się taoizm religijny, taoiści wcale nie godzili się ze śmiercią, dążąc przede wszystkim do osiągnięcia nieśmiertelności. Niektórzy spędzali całe życie pracując nad eliksirem mającym uchronić ich od zgonu. Obsesję na punkcie nieśmiertelności miał sam Qin Shi Huang, pierwszy cesarz zjednoczonych Chin.

Chociaż wierzenia ludowe wydatnie czerpią z buddyzmu, to jednak trzeba odróżnić tradycyjne chińskie świątynie od świątyń buddyjskich. Nie jest to trudne: często połączone z klasztorem, pełne mnichów i mniszek, wyraźnie odznaczają się od pozostałych. Obowiązują w nich zasady inne niż w świątyniach taoistycznych, na przykład zwykle można do nich wchodzić tylko boso. Często charakteryzują się monumentalną architekturą z pagodami oraz umieszczonym w centrum posągiem Buddy. Są o wiele mniej dekoracyjne i o wiele bardziej oszczędne kolorystycznie niż tradycyjne chińskie miejsca kultu. Tutaj numerologia i wróżby ustępują miejsca stronie duchowej. Ze świątyni buddyjskiej wyjdziemy nie z przyciągającą pieniądze figurką kurczaka, a raczej z książką o Buddyzmie Humanistycznym. 

Fo Guan Shan, klasztor praktykujący Buddyzm Humanistyczny, ruch religijny wyrosły z chińskiego buddyzmu, kładący nacisk na stosowanie nauk Buddy w życiu codziennym, przenoszący centrum uwagi z umarłych na żywych. Kaohsiung.

 – Yichun, dlaczego nie chodzisz do świątyń buddyjskich? – zastanawiam się oczarowana atmosferą klasztoru Fo Guan Shan.

 –  Te poważne świątynie mnie przytłaczają i przyprawiają o poczucie winy – wyjaśnia moja przyjaciółka. Zdecydowanie wolę bogów z panteonu chińskiego, ponieważ są obarczeni wszystkimi ludzkimi przywarami: popełniali błędy, wpadali w gniew, upijali się, bywali zazdrośni. Czuję, że jest mi do nich bliżej.

Tajwańczykom jest do nich bliżej nie tylko w przenośni, ale też dosłownie – świątyń taoistycznych jest znacznie więcej niż buddyjskich. Chociaż Tajwan jest dla rozwoju chińskiego buddyzmu bardzo ważny (choćby ze względu na fakt, że w czasach powojennych wyemigrowała tutaj z ChRL część prominentnych buddyjskich nauczycieli), to omówienie, choćby pobieżne,  chińskiego buddyzmu wykracza poza możliwości tego tekstu. Tutaj podejmuję wyłącznie temat synkretycznych wierzeń ludowych.

Tajwanem tak naprawdę rządzi ona

Najpopularniejszym bóstwem na wyspie jest bez wątpienia Mazu, której kult rozprzestrzenił się tutaj kilkaset lat temu za pośrednictwem osadników z prowincji Fujian. Bogini Mórz miała chronić ich podczas niebezpiecznych przepraw przez Cieśninę Tajwańską. Szacuje się, że na wyspie jest około tysiąca świątyń dedykowanych temu bóstwu rybaków i żeglarzy. Wiosną każdego roku z okazji urodzin bogini odbywa się Międzynarodowy Festiwal Mazu, który jest wielkim wydarzeniem kulturalnym i religijnym z pięcioma milionami uczestników. W 2019 roku głośno było o miliarderze Guo Taimingu, który oznajmił, że Mazu objawiła mu się we śnie i namawiała go do startu w wyborach prezydenckich z ramienia Kuomintangu. Rzekome poparcie Mazu przysporzyło mu wielu zwolenników. Nie mogę więc nie złożyć wizyty tak potężnej kobiecie. 

W świątyni w Fengyuan Yichun przypomina mi, że do bóstw należy modlić się o konkretne sprawy.
 – Co mam powiedzieć? – pytam Yichun stojąc z dymiącymi kadzidłami przed figurą bogini.

 – Najpierw podaj Mazu swoje imię, nazwisko, datę urodzenia i adres. Potem koniecznie zaznacz, że przyszłaś tutaj specjalnie dla niej.

Bóstwa chińskie nie zawsze są miłosierne, potrafią się obrażać, a nawet mścić. W kontaktach z nimi należy więc zachować ostrożność. Pożądana jest także pewna doza lizusostwa. Przez chwilę karmię więc potężną Mazu pochlebstwami i zwracam jej w myślach uwagę ile tysięcy kilometrów musiałam specjalnie dla niej przebyć. Czuję, że bogini jest pod wrażeniem. A jeśli nie ona, to przynajmniej obsługa świątyni – miasto jest położone peryferyjnie i rzadko pojawiają się tu obcokrajowcy. Tylko jedno nie daje mi spokoju.

 – Dlaczego muszę podawać Mazu swój adres? – pytam zanim jeszcze odkryję, że adres podaje się tutaj nie tylko w prywatnej rozmowie z bóstwami, ale każdorazowo przy składaniu ofiary pieniężnej. W tym celu wypełnia się w świątynnej recepcji specjalny formularz.  

– Jak będzie mogła ci pomóc bez znajomości twojego adresu? Musi wiedzieć, gdzie cię szukać.

Wygląda na to, że możliwości potężnej Mazu są jednak ograniczone: mimo swojej potęgi nie potrafi samodzielnie ustalić mojego adresu. Zresztą, nie tylko ona potrzebuje informacji o meldunku  – miejsce zamieszkania podaje się także innym bóstwom. Dla jeszcze lepszej identyfikacji dodaje się nawet swój numer identyfikacyjny, tajwański odpowiednik numeru PESEL. 

Co bóstwo odpowie mi dziś? Praktyka jiaobei i wróżby

W chrześcijaństwie wierni modlą się do Boga i podobno niektórym nawet odpowiada. Nie zdarza się to jednak zbyt często, a boski przekaz bywa dość mętny. Bóstwa chińskie są o wiele bardziej konkretne: zadajemy im pytanie w formie twierdzenia – zaprzeczenia. Następnie rzucamy na podłogę drewniane półksiężyce, a w zależności od ich ułożenia otrzymujemy gotową odpowiedź na nasze pytanie: TAK lub NIE. 

Na Tajwanie tłumy rzucają na podłogę jiaobei, czyli właśnie służące do wróżenia drewniane półksiężyce. W zależności od ich wzajemnego ułożenia poznajemy odpowiedź na zadane bóstwom pytanie: jeśli wypadną nam w taki sposób, że jeden klocek ustawiony jest stroną wypukłą do góry, a drugi – płaską do góry, wówczas możemy mówić o szczęściu, gdyż mamy do czynienia z shengjiao, tzw. boską odpowiedzią – bóstwo odpowiedziało na nasze pytanie „tak”. Wiąże się to z bardzo znaną taoistyczną koncepcją yin i yang: strona okrągła symbolizuje pierwiastek yin, a płaska – yang, które nie mogą istnieć bez siebie nawzajem. 


Taiji tu – taoistyczny symbol dopełniania się yin i yang

W przypadku gdy oba klocki wypadną okrągłą stroną do góry, bóstwo jest zdecydowanie mniej zadowolone: udzieliło nam nujiao, „wściekłej odpowiedzi”, ponieważ nasze pytanie mu się nie podoba. Otrzymaliśmy od niego stanowcze „nie”.

Dwa klocki ułożone okrągłą stroną w dół to xiaojiao, czyli „odpowiedź śmiejąca się”, a właściwie prześmiewcza; bóstwo jest albo rozbawione  naszym pytaniem, albo powinniśmy już znać na nie odpowiedź lub też jest ona oczywista.

Gdyby jakimś cudem zdarzyło się, że klocki (lub jeden z nich) w efekcie rzutu ustawią się pionowo, mamy do czynienia ze „stojącą odpowiedzią” lijiao.  Oznacza to, że bóstwo nie rozumie naszego pytania i musimy powtórzyć obrzęd.

Ważne, żeby do wróżby przystąpić po ówczesnym zjednaniu sobie bóstwa za pomocą pokłonów z kadzidłami (baibai) i złożenia ofiary z owoców, słodyczy czy ryżu na przeznaczonym do tego stole. My złożyłyśmy polskie śliwki w czekoladzie marki Auchan. Ale uwaga! Przyniesione dary nie muszą wcale zostawać w świątyni. Większość ludzi, opuszczając ją, ofiarowane dobra zabiera z powrotem do domu. 

Praktyka rzucania jiaobei jest powszechnie stosowana nie tylko do zadawania pytań bogom. Świątynie oferują na przykład nagrody: „wyrzuć trzy razy pod rząd jiaobei <na tak> (shengjiao), a ten oto pędzel będzie twój”. Albo: „wyrzuć trzy razy jiaobei <na tak>, a będziesz mógł wylosować sobie wiersz, który wskaże ci drogę”. Przy pędzlu mi się nie powiodło, ale za to wyrzuciłam shengjiao trzy razy pod rząd przy komodzie z wierszami, więc mogłam wyjąć z pojemnika bambusowy patyk z numerkiem, odczytać numerek i wyjąć z odpowiedniej szufladki komody wiersz. Jest to tysiącletnia tradycja zwana qiuqian, „modlitwą o znak”. Czasem używa się też określenia poezja loteryjna.

Poezja loteryjna to poważna sprawa. Yichun przez dwa lata w pocie czoła szukała dla siebie nowego domu. Gdy już znalazła mieszkanie, które spełniałoby wyśrubowane wymagania fengshui, bogini Mazu nadal mówiła „nie”. „Dlaczego Mazu nie podoba się kolejne mieszkanie? Co robić?” – Yichun była na skraju rozpaczy. Po dwóch latach odetchnęła wreszcie z ulgą, bo wróżba wylosowana w świątyni była pomyślna. Osobiście uważam, że Mazu miała rację każąc Yichun wstrzymać się z zakupem nieruchomości, bo mieszkanie które ostatecznie nabyła, jest super. 

Co do mojej wróżby, ze strony internetowej poświęconej Mazu i m.in. objaśniającej poezję loteryjną dowiaduję się jak należy ją interpretować:

„Życie jest samo w sobie dziełem przeznaczenia, którego nie możemy zmieniać ani kwestionować. Wszystko dokona się tak, jak powinno. Zewnętrzne wysiłki w kierunku zmian są bezowocne. Czekaj cierpliwie i po prostu rób to, co powinieneś. Czas wkrótce ujawni prawdę.”

A tak można rozumieć poszczególne wersy.

總是前途莫心勞 Zǒng shì qiántú mò xīn láo: przyszłość jest zawsze dziełem przeznaczenia,  musisz tylko ciężko pracować; 

求神問聖枉是多 Qiú shén wèn shèng wǎng shì duō: zadawanie pytań bogom jest daremne; 

但看雞犬日過後 Dàn kàn jī quǎn rì guòhòu: poczekaj aż upłyną dni Koguta i Psa, a dowiesz się wszystkiego;

不須作福事如何 Bù xū zuò fú shì rúhé: nie ma potrzeby pytania bogów.

Jeśli mamy do wydania trochę tajwańskich dolarów, można także skorzystać z usługi kapłana świątynnego, który pomoże nam w interpretacji wiersza w związku z zadanym przez nas konkretnym pytaniem. Jednak ja odebrałam przekaz Mazu jako wystarczająco czytelny. Zamiast prosić o interpretację słów bogini, która w mojej ocenie próbowała mnie po prostu zbyć, postanowiłam udać się do wróżbity. Yichun mówi, że zbyt częste pytanie o własne przeznaczenie przynosi pecha, ale bardzo chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o swoim losie. 

Wróżenie było w starożytnych Chinach codzienną czynnością. To dzięki niemu wiadomo dzisiaj jak wyglądały znaki chińskie trzy i pół tysiąca lat temu: w ówczesnych większych ludzkich skupiskach znaleziono bowiem napisy na kościach zwierzęcych (骨 gu) i skorupach żółwi (甲 jia) – 甲骨文 jiaguwen. Proces wróżenia obejmował nawiercanie i przyżeganie rozgrzanym prętem kości i żółwich skorup. Z układu pęknięć odczytywano wróżbę. Pytania ryte na materiale miały charakterystyczną dla chińszczyzny formę twierdzenia – zaprzeczenia, na przykład „będzie deszcz, nie będzie deszczu”. Dotyczyły nie tylko pogody, lecz także pomyślnych dni na uroczystości czy wypowiadania wojen.

Nic dziwnego, że w cywilizacji o tak długiej historii wróżbiarstwa, i dzisiaj jest wiele możliwości poznania swojego losu. Zamiast polegać tylko na jiaobei, można udać się do wróżbity, czyli, tłumacząc z chińszczyzny, „mistrza obliczającego los” (suanming shifu). Nie wypowiada się on jednak o naszej przyszłości w sposób absolutny – koncepcja ludzkiego losu mingyun zakłada przecież pewną elastyczność ludzkiego przeznaczenia, które zależy w pewnym zakresie od indywidualnych decyzji.

Szkół wróżenia jest wiele, ale najpopularniejsza to bazi („osiem znaków”), metoda zakładająca wyliczenia oparte na dacie, miejscu, godzinie urodzenia, najczęściej połączona z czytaniem z twarzy lub dłoni. W cenniku wróżbity, którego odwiedziłam znajdowały się następujące tematy: kariera, małżeństwo, choroby, dzieci, szczęście (pojmowane ogólnie) oraz szczęście do bogacenia się (tutaj rozróżnia się bogacenie w wyniku własnej pracy i fortunę niezależną od naszego działania). Wybrałam temat dzieci, ponieważ często zastanawiam się czy jestem dobrą matką. Wróżbita zapytał o daty urodzenia moją i moich bliskich, a następnie sprawdził w swojej tabeli czy nasze znaki zodiaku układają się harmonijnie. Powiedział, że mam duży potencjał, ale widzi u mnie problem ze skupieniem się na jednym celu. Z mojej dłoni wyczytał, że będę mieć jeszcze dwoje dzieci… jeśli zechcę. Prawdopodobnie większość kobiet wybierając temat potomstwa szuka odpowiedzi czy uda im się zostać mamą. Kiedy suanming shifu zorientował się, że niekoniecznie o to tutaj chodzi, poprosił o pokazanie zdjęcia córki i powiedział co myśli o jej temperamencie. Przestrzegł o zagrożeniach które dostrzegł na podstawie zdjęcia, dał nadzieję na jej przyszłość, a następnie… stwierdził, że ponieważ rozmowa zeszła na więcej tematów niż ustalono na początku, to stawka wzrośnie o 200 dolarów tajwańskich ;). Fakt, dotknęliśmy też życia rodzinnego, co dzieje się dość naturalnie gdy omawia się kwestie dzieci. Ostatecznie zapłaciłam więc za dwa tematy: dzieci i małżeństwo. Omówienie jednego aspektu życia kosztuje właśnie 200 NTD (26 zł), ale można skorzystać z rabatu i mieć sześć zagadnień za 1000 NTD. To jednak tylko cennik przyświątynnych wróżbitów z Nantou – stawki są bardzo zróżnicowane: w Tajpej wróżbici są nawet dwa razy drożsi. 

Odwiedzanie wróżbity jest popularne zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn. Sama okazałam się typową kobietą, ponieważ poprosiłam o omówienie tematów będących podobno typowym wyborem pań. Mężczyźni radzą się suanming shifu w obliczu decyzji biznesowej lub w trudnej sytuacji finansowej. Do wróżb uciekają się także politycy czy sławni artyści – prestiż społeczny wróżbitów jest dość wysoki, podobnie jak zróżnicowanie cen usług w tej grupie zawodowej. Suanming shifu pełnią rolę jakby psychoterapeutów; być może dlatego terapia psychologiczna nie jest na Tajwanie bardzo popularna. 

W świecie, w którym ze wszystkich stron otaczają nas niebezpieczne złe duchy, a zazdrośni sąsiedzi mogą rzucić na nas urok, przekonanie o możliwości samodzielnego kształtowania własnego losu jest ograniczone. Jeśli coś złego dzieje się w naszym życiu, jest to najczęściej wynik działania czynników zewnętrznych, a nie zwykła konsekwencja naszych wyborów lub czysty przypadek. Potrzeba wróżenia wydaje się więc całkiem uzasadniona. Chociaż Tajwańczycy potrafią krytycznie spojrzeć na tradycyjne chińskie zwyczaje, a prognozy przewidują spadek liczby je praktykujących, to jednak mam nadzieję, że po Tajwanie jeszcze przez długi czas będą błąkać się duchy. Oby mieszkańców wyspy otaczało jak najwięcej tych przyjaznych. 

Słowniczek wybranych pojęć

  • 中国民间信仰 (trad. 中國民間信仰) Zhōngguó mínjiān xìnyǎng  – chińskie wierzenia ludowe;
  • 天 Tiān  – niebo, transcendentne źródło moralności;
  • 气 (trad. 氣) qì – energia, która ożywia wszechświat;
  • 敬祖 jìng zǔ –  oddawanie czci przodkom;
  • 命运 (trad. 命運) mìng yùn – koncepcja ludzkiego przeznaczenia, na które z jednej strony ma wpływ niebo, z drugiej – osobiste wybory;
  • 道教 Dàojiào – taoizm religijny, połączenie filozofii taoistycznej z wierzeniami ludowymi, w V w. przez jakiś czas oficjalna religia w Chinach;
  • 太极图, 太極圖 Tàijí tú – taoistyczny symbol dopełniania się yin i yang;
  • 禅 (trad. 禪) chán – buddyzm chan, założona w VI wieku, obecnie najpopularniejsza szkoła buddyzmu chińskiego; medytacyjna i praktyczna;
  • 儒学 (trad. 儒家) Rúxué – konfucjanizm, system zakładający, że warunkiem zbudowania społeczeństwa idealnego jest przestrzeganie zasad tradycji, porządku i hierarchii społecznej;
  • 金纸 (trad. 金紙) jīnzhǐ – „złoty papier”, ofiarowywane bogom i zmarłym papierowe imitacje pieniędzy; wierzy się, że można je im przekazać dzięki spalaniu, zwane też pieniędzmi podziemi 阴司纸 (陰司紙) yīnsīzhǐ, papierowymi pieniędzmi 紙錢 (纸钱) zhǐqián oraz pieniędzmi cienia (duchów) 冥币 míng bì (冥幣);
  • 风水 (風水) Fēngshuǐ – „wiatr i woda”, Feng shui, starożytna praktyka planowania przestrzeni zgodnie z naturą, wiatr symbolizuje to, co niewidzialne, woda – co nieuchwytne;
  • 三教 sān jiào – „trzy nauki”, buddyzm, taoizm i konfucjanizm – pojęcie używane w celu podkreślenia ich spójności;
  • 元宝 (元寶) yuánbǎo – „skarb inauguracyjny”, środek płatniczy używany w Chinach od Qinów (221 r.p.n.e. – 206 r.n.e.) do Qingów (1644 – 1911 r.) , obecnie symbol pomyślności;
  • 孝 xiào – cnota nabożności synowskiej, jedna z najważniejszych w konfucjanizmie, zaliczana do pięciu powinności, zakładała bezwzględne posłuszeństwo wobec rodziców, przodków, krewnych;
  • 祠堂 cítáng – świątynia przodków, poświęcona deifikowanym przodkom i założycielom linii, ściśle związana z praktykowaniem xiao;
  • 宗族协会 zōngzú xiéhuì – chińskie powiązania rodowe;
  • 香炉 (trad. 香爐) xiānglú – kadzielnica;
  • 烧香 (trad. 燒香) shāoxiāng – „palenie kadzideł”, tradycyjna, wszechobecna wśród Hanów praktyka obecna właściwie we wszystkich miejscach kultu;
  • 筊杯, 珓杯 (jiǎo bēi) – klocki wróżebne, rzucane parami, udzielają odpowiedzi bogów na pytanie zadane w charakterystycznej dla chińszczyzny formie tak-nie;
  • 圣筊 (trad. 聖筊) shèngjiǎo – „boska odpowiedź”, tak
  • 怒筊 nùjiǎo – „wściekła odpowiedź”, nie
  • 笑筊 xiàojiǎo – „prześmiewcza odpowiedź”, nie
  • 妈祖 (trad. 媽祖) , Māzǔ – chińska bogini mórz Mazu, za życia znana jako Lin Moniang, szamanka z prowincji Fujian żyjąca w X w.; jako że miała chronić żeglarzy i rybaków przed utonięciem, jej kult rozprzestrzenił się przede wszystkim na terenach nadmorskich, szczególnie w prowincji Fujian (skąd pochodziła) i na Tajwanie (z Fujian pochodziła większość przybyłych na wyspę osadników);
  • 求签 (trad. 求籤) qiúqiān – „modlitwa o znak”, praktyka wróżbiarska polegająca na losowaniu odpowiedzi spośród świętych tekstów wyroczni przechowywanych w komodzie; teksty te podlegają interpretacji, która może być dokonywana samodzielnie lub przez świątynnego kapłana;
  • 燕尾脊 yànwěi jí – „grzbiet – jaskółczy ogon”, dach w kształcie jaskółczego ogona, charakterystyczny dla architektury Hakków;
  • 拜拜 bàibài – oddawać cześć bogom lub przodkom, na przemian kłaniając się i wyprostowując, jednocześnie trzymając w dłoniach dymiące kadzidełka;
  • 神位 shénwèi – tabliczka przodka – lakierowana deska lub niewielka kamienna płyta występująca w domach i świątyniach rodowych służąca do oddawania czci zmarłemu; uważa się, że rezyduje w niej jego dusza.

Pijany mnich

W okolicy Chiayi na Tajwanie znajduje się Świątynia Ukrytego Smoka (龍隱寺). Miałam szczęście, że w drodze na pola herbaciane trafiłam tu na ceremonię z udziałem pijanego bóstwa o imieniu Ji Gong (濟公). Podczas ceremonii mocno się zataczał. Ji Gong żył w XII wieku i był buddyjskim mnichem lubiącym łamać wszelkie zakonne zakazy i nakazy: jadł mięso, chodził w łachmanach, nie stronił od alkoholu. W końcu wydalono niesubordynowanego braciszka z organizacji i od tej pory bujał się po świecie. Jak wielu alhokoholików miał dobre serce: pomagał ludziom gdy tylko mógł, a dzięki kultywowaniu nauk Buddy posiadł ponadnaturalne moce. Wprawdzie nie zajmuje wysokiego miejsca w hierarchii bóstw, ale jest na Tajwanie bardzo popularny. Chociaż… prawdopodobnie szczyt popularności osiągnąłby w jakimś słowiańskim kraju ?. Zwłaszcza, że czasami nosi ze sobą butelkę z trunkiem, który wlewa chętnym bezpośrednio do ust.

Makabryczne chińskie znaki

Ostatnio skupiłam się na przesyconych mizoginią znakach z komponentem „kobieta”. Dziś postanowiłam przedstawić znaki, które mają brutalne (a często wręcz makabryczne) pochodzenie, choć na podstawie znaczenia współczesnego niekoniecznie byśmy je o to podejrzewali. Cóż, świat który opisują bywał brutalny i straszny. Chciałabym jednak zaznaczyć, że nie próbuję tworzyć negatywnej wizji chińskiej kultury, a tylko przyczynić się do uzyskania przeciwwagi dla jej lukrowanego wizerunku. Poza tym, w przeciwieństwie do dzieci, które uczą się intuicyjnie, dorośli czerpią korzyść z dokładnego zrozumienia przedmiotu- dzięki poznaniu etymologii nauka znaków wielu osobom przychodzi łatwiej. No i jest to ogromna frajda!

Oto kilka znaków, których pochodzenie jest straszne, ale ciekawe. 

取  qǔwziąć

Mój numer jeden – prosty i straszny jednocześnie. Znak 取 składa się z komponentów ucho 耳 i prawa ręka 又. Oba komponenty pełnią w nim funkcję semantyczną nawiązując do popularnej w starożytnych Chinach praktyki odcinania uszu martwym żołnierzom wrogiej armii. Było to prawdopodobnie związane z faktem, że łatwiej jest odciąć ucho niż całą głowę. Pierwotne znaczenie ideogramu to właśnie „wziąć ucho”. Z niego wyrosły kolejne: brać, wziąć, uzyskać, odebrać,wybrać. Gdy znak 又 („ponownie”,„w dodatku”) pełni funkcję komponentu semantycznego, wówczas użycza swoją formę, czyli znaczenie pierwotne, obrazowe, a nie znaczenie współczesne. W związku z tym, 又 w złożeniach występuje zawsze jako „prawa ręka”, „ręka” albo „czynności wykonywane ręką” (chyba że pełni funkcję fonetyczną podpowiadając czytanie lub jest komponentem pustym).

W dawnych Chinach dbano jednak także o to, by żywi poczuli, że mają uszy… 
Ich wykręcanie było jedną z popularnych kar. 

黑 hēi – czarny, ciemny

Znak 黑 przedstawiał osobę z twarzą wytatuowaną w ramach kary za popełnione przestępstwo. Ten typ stygmatyzującej kary nazywał się 墨刑 (moxing) i zaliczany jest do Pięciu Kar 五刑 (wuxing), których forma zmieniała się na przestrzeni dziejów; oprócz tatuowania wymierzano sprawiedliwość przez odcięcie nosa, amputację jednej lub obu stóp, kastrację lub śmierć (to w II w. p. n. e.). W późniejszym czasie (VI-X w.) wprowadzono metody takie jak karna służba, wygnanie i kary cielesne w postaci biczowania bambusowymi paskami czy chłostania kijem. Kreatywność Chińczyków w zakresie wymierzania sprawiedliwości wykraczała jednak poza wuxing – metod było znacznie więcej. 

Znak 黑 jest w niektórych słownikach etymologicznych wyjaśniany błędnie jako człowiek z twarzą poczernioną od dymu. Wiadomo już, że nie jest to prawdziwe pochodzenie 黑; w piśmie chińskim występują liczne zniekształcenia o różnych przyczynach. W tym przypadku Xu Shen, twórca 說文解字  Shuowen Jiezi, pierwszego dzieła analizującego strukturę znaków i znajdującego w nim prawidłowości, pomylił się uznając to, co było człowiekiem 大 za ogień 火, który w późniejszym czasie, podążając za tą błędną interpretacją, zaczęto zapisywać jako 灬 (zarówno 火 jak i 灬 oznaczają ogień). Ogień 灬 jest w znaku 黑 po prostu zniekształceniem człowieka 大. Liczne błędy w Shuowen Jiezi są związane z tym, że dzieło Xu Shena powstało w II wieku – nie posiadał on dostępu do wcześniejszych napisów na kościach wróżebnych (odkrytych dopiero pod koniec XIX wieku). Nie miał więc możliwości prześledzenia istotnych dla ewolucji pisma etapów. Mimo swojej nieocenionej wartości, Shuowen Jiezi nie jest dzisiaj uważane za jedyne, nieomylne źródło wyjaśniające strukturę i logikę chińskich znaków. 

Od znaczenia „tatuowanie twarzy jako kara za przestępstwo” wyrosły kolejne: „kolor czarny”, „niegodziwy”, „złowrogi” czy „tajny”, „ukryty”. 

Do chińskiej tradycji tatuowania twarzy nawiązał w pracy Family Tree współczesny artysta Zhang Huan

民 mín – obywatel, lud

Znak 民 przedstawiał osobę, której wbija się w oko ostry przedmiot. Była to częsta kara wymierzana niewolnikom. Pierwotne znaczenie 民 to właśnie „niewolnik”.

Drugie znaczenie 民, wyrosłe od niewolnika to „przeciętny, nie będący częścią warstwy uprzywilejowanej”. Stąd już tylko krok do słów „lud” i „obywatel”. Cóż, któż z nas, obywateli, nie czuje się czasem jak niewolnik systemu?

Polskie „obywatel” pochodzi z czeskiego „obyvatel”, a to z czasownika „obývati” – mieszkać. Z kolei etymologia słowa „lud” nie jest do końca jasna, być może jest związana z łacińskim „ludus” – szkoła, zabawa, igrzyska. 

央 yāng – centrum, błagać

Znak 央 przedstawiał osobę 大 z szyją unieruchomioną w drewnianej ramie 冂. Pierwotne znaczenie 央 to właśnie „okrutna kara”, z której wyrastają „nieszczęście” i „cierpienie”, a z kolei z nich „błagać”. 

Celem tej kary było nie tylko zadanie cierpienia, ale też upokorzenie sprawcy zabronionego czynu. Musiał on nosić deskę cały czas, w dzień i w nocy, a jej ciężar zależał od natury przewinienia i sił fizycznych ukaranego.
„Azjatyckie dyby” (bo była to kara nie tylko chińska) różniły się od europejskich, które były przytwierdzone do podłoża, przede wszystkim możliwością przemieszczania się. Nie oznacza to wcale, że skazanemu było łatwiej – poddanie karze kończyło się często jego śmiercią, ponieważ nie mógł on sam się nakarmić (na rycinie obok siedzącego widać akcesoria niezbędne do karmienia). Z drugiej strony, istniały sposoby na oszukanie zasad: czasami w noszeniu deski pomagali skazanemu bliscy, mógł on też ulżyć sobie opierając się o coś, na przykład drzewo. 

杀 (殺) shā – zabić

Po znaku 殺 można się było spodziewać brutalnej etymologii i rzeczywiście: nie zawiódł nas. 

Pierwotnie przedstawiał on osobę z rozczochranymi włosami, której głowa jest odcinana. W znaku 殺 mamy więc narzędzie służące do odcięcia głowy 乂, osobę z rozczochranymi włosami 术 (a właściwie jej zniekształcenie), a w znaku tradycyjnym także dłoń trzymającą bicz lub drewniany kij 殳 (tę część dodano później aby podkreślić działanie, ruch). 

Śmierć przez odcięcie głowy uważana była w dawnych Chinach za najbardziej haniebną, ponieważ wiązała się z defragmentacją ciała – najcenniejszego daru od rodziców. Nie urządzano wówczas pogrzebu, a głową skazanego zdobiono na przykład drzewo przy publicznej drodze. Ciało natomiast wrzucano do rowu. Pozwalającą zachować godność formą kary śmierci było uduszenie, najlepiej za pomocą cesarskiego jedwabnego sznura, a jeszcze lepiej – przez samego cesarza. Znak 杀 obrazuje więc najbardziej niegodny rodzaj śmierci. 

报 (報) bào – raportować, gazeta

Ten znak nie jest może szczególnie brutalny, ale należy do logogramów, w których ręka 又 występuje jako element podporządkowujący, kontrolujący osobę. Było tak w przypadku znaku niewolnik 奴 (kobieta 女 i ręka 又). W przypadku 报 mamy natomiast aż dwie ręce w takiej roli (又 oraz 扌). Ręce owe podporządkowują klęczącą osobę 卩. 

Ze znaczenia „podporządkowywać łamiących prawo i poddać ich osądowi” wyrastają „odpłata” oraz „raportować do przełożonego” (używane w dawnych tekstach) i „informować”. Nawiasem mówiąc, na co dzień mam okazję obserwować jak bardzo istotne jest w kulturze chińskiej organizacji to raportowanie do przełożonego… To jedna z największych świętości w chińskiej firmie.

Jeśli winowajca popełnił czyn kwalifikujący się do osądzenia na podstawie, powiedzielibyśmy dziś, kodeksu wykroczeń (a nie kodeksu karnego), wówczas kara jest wymierzana natychmiast… 

Oczywiście, w przypadku wielu znaków poznanie dokładnej etymologii wymaga dużo czasu i nie zawsze jesteśmy w stanie czerpać z niej korzyść (w postaci łatwiejszego zapamiętania znaku). Jednak często jest to jak najbardziej możliwe i zaskakująco proste, więc naprawdę warto. Bywa tak, że tworzymy historyjki do znaku by go łatwiej zapamiętać – twórzmy więc historyjki oparte na jego prawdziwej etymologii. A przede wszystkim rozróżniajmy komponenty znaczeniowe, fonetyczne, puste i te, które użyczają logogramowi swoją formę. Nie przypisujmy znaczenia elementom, które go nie niosą.

Informacje o historii znaków pochodzą ze słownika etymologicznego „Outlier Chinese”, a ilustracje z „The punishments of China” (George Henry Mason, John Dadley).

Seksistowskie chińskie znaki

Dziś Dzień Kobiet. Dostałam czekoladę, a moje współpracowniczki w Chinach papierowe chusteczki (takie eleganckie, w kolorowym pudełku). Pomyślałam, że to święto jest dobrą okazją do przyjrzenia się „kobiecie” 女 w systemie chińskich znaków, który jest prawdziwym pomnikiem chińskiej kultury, a jednocześnie żywym organizmem. Zachwycamy się pismem chińskim, jednak przez znaki często przebija seksizm w najczystszej postaci. Oczywiście mamy do czynienia z pismem o historii ponad 3000 lat, więc trudno przykładać do niego aktualne standardy. Zresztą, patriarchat i idący z nim w parze seksizm są i były obecne także w kulturze Zachodu. Jednak to właśnie pismo chińskie, jako najstarszy zachowujący ciągłość system pisma na świecie, dobitnie obnaża negatywne skojarzenia z kobiecością utrzymujące się przez wiele wieków. 

Większość znanych mi słowników etymologicznych dzieli znaki wyłącznie na komponenty fonetyczne i znaczeniowe. Słownik, którego używam pozwala lepiej zrozumieć system znaków, ponieważ pokazuje także komponenty puste (nie mające związku ani ze znaczeniem, ani z wymową znaku). Komponenty puste nie są rzadkością; jest ich naprawdę mnóstwo i mają różnorodną genezę: na przykład w znaku 美 „piękny” komponent 羊 „owca” (tutaj jako ?) jest komponentem pustym, ponieważ nie ma żadnego związku ani ze znaczeniem, ani z wymową znaku 美 „piękny”. W miejscu, gdzie dziś jest 羊, początkowo było ozdobne nakrycie głowy z piór, a „owca” po prostu je zastąpiła. Owca jest tutaj „słupem”. 

Oprócz tego, słownik Outlier dzieli komponenty semantyczne na takie, które użyczają znakowi swoją formę i takie, które „dają” mu znaczenie. Jest to dość istotne rozróżnienie pozwalające lepiej zrozumieć znaki. Przyjrzyjmy się ponownie znakowi 美 „piękny”. Jego dolny komponent to 大. Forma 大 to „dorosły człowiek”, a znaczenie współczesne „duży” wyrosło z tej formy. Forma to pierwotne znaczenie znaku, związane z tym, co na samym początku miał on obrazować. Kiedy 大 występuje jako komponent w 美, użycza temu znakowi swoją formę – znaczenie pierwotne (człowiek), a nie znaczenie współczesne (duży). 美 to tak naprawdę więc człowiek z ozdobnym (pięknym) nakryciem głowy. Kiedy 大 występuje jako komponent semantyczny współtworzący znaki, to zwykle (choć nie zawsze) użycza właśnie swoją formę (człowiek). Zdarza się jednak, że 大 użycza znakowi znaczenie współczesne: dzieje się tak na przykład w znaku 尖 „ostry”: małe 小 na dużym 大. 

Komponent może też pełnić w znaku więcej niż jedną funkcję, na przykład podpowiadać zarówno czytanie, jak i wskazywać na znaczenie. 

Zrozumienie funkcji każdego komponentu pozwala lepiej rozumieć znaki, ponieważ dzięki temu uczymy się dostrzegać prawdziwe połączenia fonetyczne i znaczeniowe zamiast rozbierać znak na najdrobniejsze części i nadawać znaczenie komponentom, które wcale nie wnoszą go do znaku. 

Znaki, w których każdy element reprezentuje znaczenie należą do mniejszości. Około 70 procent znaków to przecież piktofonogramy – złożenia, w których jeden element podpowiada znaczenie, a drugi wymowę.  Przypisywanie znaczenia wszystkim elementom jest na dłuższą metę szkodliwe. 

Wracając do „kobiety”…

„Kobieta” współwystępuje jako komponent w ogromnej ilości chińskich znaków. Jednak znak 女 nǚ jest ciekawy sam w sobie: przedstawia kobietę widzianą z boku w pozycji klęcząco – siedzącej. 

Oczywiście 女 nǚ współtworzy znaki o zabarwieniu pozytywnym, takie jak 好 hǎo dobry albo 安 ān cichy i spokojny (znaczenie pierwotne „siedzieć spokojnie”). Niepokojąco często występuje jednak w złożeniach kojarzących się negatywnie. 

Oto wybrane znaki z komponentem „kobieta” (oczywiście pomijam tutaj znaki, w których 女 nǚ pełni funkcję fonetyczną, nie przyczyniając się do znaczenia):

奴 nú sługa, niewolnik (kobieta 女 chwytana ręką 又 )

奻 nuán – kłótnia, głupawy (dwie 女 kobiety)

妄 wàng – fałszywy, absurdalny, głupi

妖 yāo – zły duch, diabeł 

婬 yín – perwersja, pornografia, 

嬲 – niǎo zaczepiać, drażnić, przeszkadzać (jedna 女 kobieta między dwoma 男mężczyznami)

娱 yú – rozrywka

姦 (奸) jiān – diabeł, zdrajca, nielegalne relacje seksualne (w znaku tradycyjnym trzy 女 kobiety)

妓 jì – prostytutka

婊 biǎo – prostytutka

娼 chāng – prostytutka

嫖 piáo – odwiedzać domy publiczne, spotykać się z prostytutkami

嫌 xián  – nienawidzić, podejrzewać, krytykować

妨 fáng – utrudniać, przeszkadzać

妒 dù – zazdrosny, zawistny

姗 shān – potępiać, dezaprobować

嬾 (懒) lǎn – leniwy 

嫉 jí – zazdrościć, nienawidzić

Podobnych znaków jest więcej. 

Czasami pojawiają się głosy za zmianą pisowni znaków, z których przebija mizoginia. Czy taka zmiana byłaby naruszeniem wielowiekowej spuścizny, a może jest pożądana, bo odpowiadałaby na potrzeby zmieniającego się społeczeństwa? Pewne jest to, że chińskie znaki zmieniały się zawsze, a odgórna zmiana powodowana poprawnością polityczną też miała już miejsce w historii ChRL.

Jestem również ciekawa jak potoczą się losy naszego języka ojczystego w omawianym kontekście, ale to już inny temat. 🙂

谢谢, ale nie. Za te frykasy podziękuję

Kilka dni temu uczestniczyłam w kolacji służbowej (już właściwie nie chadzam do restauracji przy innych okazjach…). W zacnym międzynarodowym polsko – chińsko – francuskim gronie wybraliśmy się do nowo otwartej restauracji orientalnej z daniami kuchni chińskiej, wietnamskiej, tajskiej i japońskiej. Wszyscy moi współpracownicy byli zachwyceni, poza tymi z Chin. Smakowała im jedynie wietnamska zupa Pho, ale dania smażone były według nich przesolone i po prostu paskudne. Jednak największym ich grzechem była nieautentyczność, czyli fakt odbiegania od prawdziwych azjatyckich smaków. Skandal!

Ponieważ jestem osobą prowadzącą wyjątkowo bujne życie towarzyskie ;), piątek był zaledwie prologiem do reszty mojego emocjonującego weekendu. Dzień później spotkaliśmy się przy 火锅 huoguo, ognistym kociołku w mieszkaniu jednego z chińskich współpracowników (tych samych, którym nie przypadła do gustu azjatycka kuchnia made in Poland).

Trzeba przyznać, że kolega naprawdę się postarał z tym kociołkiem. Po oryginalne składniki jechał 90 kilometrów. Jednak prawda jest taka, że wielu z tych frykasów nie byliśmy w stanie przełknąć. 

Bardzo często spotykam się w Polsce z zachwytami nad kuchnią chińską. Oczywiście, bułki 包子 baozi czy smażony ryż 炒饭 chaofan smakują prawie każdemu. Jednak prawda jest taka, że z tego co kręci się na typowym chińskim stole przeciętny Europejczyk zje ze smakiem może połowę. I nie mam tu na myśli dań ekstremalnych, takich jak pijane krewetki, które są dosłownie pijane (między innymi dlatego, że odurzone alkoholem łatwiej uchwycić w pałeczki i zjeść żywcem). Nie mam też na myśli dania kantońskiego o nazwie Trzy piski 三叫鼠 san jiao shu, pod którą to nazwą kryją się żywe małe myszki w sosie sojowym, pierwszy pisk wydające przy uchwyceniu w pałeczki, drugi przy zamoczeniu w sosie, a trzeci przy umieszczeniu w ustach. Trzy piski są tak niewiarygodną potrawą, że sami Chińczycy często uważają je za legendę miejską, ale okazuje się, że coś takiego naprawdę istnieje.

Nie! Ja mam tutaj na myśli często spotykane dania, które ze względu na składniki, sposób przyprawienia albo marynowania po prostu nie przystają do europejskich gustów. 

Poniżej kilka zdjęć, które zrobiłam w nadmorskiej prowincji Zhejiang (na południu Chin). Wybrałam te potrawy, którymi bardzo często bywam raczona podczas kolacji, a widząc je, szybciej obracam stołem aby upewnić się, że mnie ominą. 

Już widzę te kolejki do restauracji serwujących….

Oczywiście, wiele zależy od regionu Chin. Pamiętam, że w Pingyao w prowincji Shanxi mogłam zjeść sto procent tego, co było na stole. A zjadłabym nawet sto pięćdziesiąt. Pingyao słynie z klusek gryczanych, które są naprawdę wyborne. Niewątpliwie w każdym miejscu w Państwie Środka możemy znaleźć pyszną potrawę i doświadczyć kulinarnego uniesienia. Mówiąc o „pięćdziesięciu jadalnych procentach” mam na myśli przede wszystkim proszone obiady i kolacje, podczas których jesteśmy zdani na potrawy wybrane dla nas przez Chińczyków. Możemy wówczas poznać kuchnię danego regionu o wiele mniej wybiórczo niż wtedy, gdy sami idziemy do restauracji i zamawiamy jeden posiłek według własnego gustu. Z drugiej strony, chociaż nie zdarzyło mi się to wiele razy, możemy z takiej kolacji wyjść głodni.

Wracając do przygotowanego przez mojego chińskiego kolegę, ognistego kociołka 火锅 huoguo… 

Zasadnicza różnica między europejskimi zupami a azjatyckim kociołkiem jest taka, że ten drugi służy do przygotowania potraw bezpośrednio na stole. Podczas gdy wywar gotuje się na wolnym ogniu, wrzucamy do niego pokrojone w cienkie plastry mięso, a także pierożki, warzywa, grzyby, tofu czy owoce morza. Gdy po kilku minutach składniki są już ugotowane, każdy gość wykłada je według uznania do swojej miseczki i spożywa bezpośrednio z niej. Mimo nazwy kojarzącej się z zupą, w całym tym przedsięwzięciu nie chodzi tak naprawdę o picie wywaru, lecz o zjedzenie tego, co się w nim ugotowało. 

Chociaż ognisty kociołek jest popularny w całych Chinach, to jednak istnieją znaczne regionalne różnice pod względem wrzucanych do niego składników. Pan Zhang pochodzi z prowincji Jiangxi, więc jest zrozumiałe, że przygotowane przez niego dodatki do kociołka były typowe dla kuchni Chin południowych. Nie zabrakło wodorostów, krewetek, wontonów oraz kulek rybnych. 

Poza tym, pan Zhang przygotował dwa wywary: jeden ostry (chwała mu za to, bo intensywne przyprawy potrafią wiele zagłuszyć), drugi neutralny. Smak łagodnego wywaru był dla mnie tak dojmujący, że aż poprosiłam kolegę o przepis żeby sprawdzić co w tym było. Teraz niestety myśli, że mi bardzo smakowało i zamierzam ugotować to samo, ale przynajmniej już wiem w jaki sposób uzyskuje się ten słodki, mdlący efekt: do kości wieprzowych dodajemy kolcowój chiński (nazwa handlowa: jagody goji) i białą rzodkiew, gotujemy przez 4 godziny, a następnie dodajemy mleko, anyż gwiazdkowy, cukier i imbir. Tragedia. 

Kociołek pana Zhanga to tylko przykład. Na prawie każdym stole chińskim znajduję coś, co pozbawia mnie apetytu. Dlatego jestem przekonana, że przeciętny Europejczyk nie będzie w stanie rozkoszować się wieloma potrawami kuchni chińskiej, tak samo jak Azjata nie będzie fanem wielu polskich potraw. To mało odkrywcze, ale w przypadku tak bardzo odległych od siebie tradycji kulinarnych naprawdę nie ma wyjścia: chcąc prowadzić w Polsce restaurację azjatycką po prostu trzeba się dostosować do lokalnych gustów.

Adaptowanie potraw różnych krajów na potrzeby lokalnego rynku gastronomicznego wpisuje się w zjawisko globalizacji, które dotyka dziś wszystkie dziedziny życia. Jestem ciekawa w jakim stopniu Polacy poszerzą swoje kulinarne horyzonty o prawdziwe smaki chińskie. W małomiasteczkowej Polsce od dawna jest miejsce na prowadzone przez Wietnamczyków restauracje orientalne, w dużych miastach popularność zyskują punkty z pierożkami baozi. Polska powiatowa prędzej czy później przyswaja trendy z metropolii, więc kto wie – być może już niedługo w każdym miasteczku RP będziemy mogli doświadczyć chińskich smaków. Fajnie by było, gdyby zamiast zmieniać smaki pod lokalną klientelę, udało się wyselekcjonować takie oryginalne potrawy, które smakują wszystkim. No, prawie wszystkim, bo zadowolenie ogółu jest niemożliwe.

Rozmyślając nad sprawami gastronomii dochodzę do jeszcze jednego wniosku: to, co mi w Chinach nie smakuje, nie smakuje mi strasznie, a to mi smakuje, smakuje mi bardziej niż cokolwiek i kiedykolwiek w Europie. Zupełnie tak, jak z całymi Chinami: to, czego się w nich nie cierpi, nie cierpi się do granic, ale to co się w nich kocha, kocha się do szaleństwa. 😉 

P.S. Pan Zhang nie miał w mieszkaniu kieliszków, dzięki czemu tego wieczoru odkryłam nowe zastosowanie dla naczyń do jajek na miękko ;). 

Chińczycy w Arktyce

Wydawałoby się, że Arktyka to nie jest miejsce na chińską restaurację. Tymczasem okazuje się, że nawet tutaj, w bardzo północnej Norwegii, jakiś przedsiębiorczy Tang założył własny przybytek. Przyznam, że widok chińskiego biznesu w obcym dla mnie miejscu zawsze sprawia, że robi mi się cieplej na sercu. Ba, wielokrotnie chińskie sklepy i restauracje rozsiane po miasteczkach całej Europy okazywały się jedynymi miejscami, w których byłam w stanie się swobodnie porozumieć. 哈哈. Język chiński naprawdę przydaje się w podróży (nie tylko po Azji! 

Nie bądź wazonem

„Kobiety powinny być jak wazon, gładkie, piękne i puste w środku” – mówił do niej ojciec. W języku chińskim istnieje pojęcie kobiety wazonu – ładnej na zewnątrz, ale mało użytecznej i pustej wewnątrz. Matka, przeciwnie niż ojciec, prosiła córkę by była „wnętrzem wazonu, jakością”. W przejmującym i dynamicznym performansie „Bądź wnętrzem wazonu“ (做花瓶的内在) artystka Echo Morgan (Xie Rong) opowiada o relacjach z kolekcjonującym zabytkowe chińskie wazony ojcem – gangsterem, z doświadczoną przez los matką, dorastaniu w bogacących się, chaotycznych Chinach, a także dzieli się gorzkimi refleksjami o chińskim społeczeństwie. W tym trzynastominutowym filmie zmontowano najważniejsze fragmenty czterogodzinnego performansu.

W jaki sposób funkcjonują znaki? Fajne narzędzie do nauki chińskiego

Słyszeliście o Outlier Chinese? Jeśli nie, to gorąco polecam to zmienić. Od jakiegoś czasu używam ich produktu – dodatku do Pleco i muszę powiedzieć, że dawno nie byłam tak podekscytowana żadną stroną, blogiem, książką ani innym produktem do nauki chińskiego. Odkąd mam ich dodatek do Pleco czuję się tak, jak wtedy gdy po raz pierwszy odkryłam, że istnieje coś takiego jak internet, ponieważ w kilka sekund mam dostęp do bardzo użytecznej wiedzy, której zdobycie i usystematyzowanie wymagałoby ode mnie poważnego zagłębienia się w paleografię. Ale o co chodzi?

Outlier Chinese  jest słownikiem, którego używamy razem z aplikacją Pleco (kupujemy go jako dodatek do Pleco). Jednak nie jest to zwykły słownik, ale narzędzie uczące pisma poprzez PRAWDZIWĄ etymologię znaków. Ash Henson, główny badacz firmy Outlier Linguistics, promując swój produkt powtarza często, że jego narzędzie uczy „w jaki sposób TAK NAPRAWDĘ funkcjonują chińskie znaki”. A on tak naprawdę wie co mówi, ponieważ od lat zajmuje się paleografią znaków chińskich. Tutaj możecie przeczytać więcej o jego doświadczeniu, na które składa się kariera inżyniera w NASA (:)), badania nad napisami na kościach wróżebnych, badania pisma kancelaryjnego i pieczęciowego z okresu Qin, Han, Wei i Jin, badania pisma z Okresu Walczących Królestw i inne. Do stworzenia narzędzia zainspirowała go powszechna dezinformacja na temat chińskich znaków.

Aby zrozumieć w jaki sposób znajomość etymologii znaków podnosi naszą efektywność uczenia się języka chińskiego, trzeba najpierw zapoznać się z metodologią Outliera.

Wszyscy wiemy, że można przepisywać znaki w nieskończoność, a potem z dużym prawdopodobieństwem i tak się je zapomni. Sama zmarnowałam w życiu wiele czasu na takie bezsensowne krzaków powielanie. Obecnie już chyba mało kto uczy się w ten sposób. Dziś dominuje metoda układania przypadkowych historii do znaku, które według Asha pomagają wprawdzie w przypadku pojedynczych znaków, ale tak naprawdę zaburzają naszą naukę, ponieważ uniemożliwiają nam zrozumienie chińskiego pisma jako systemu:

„Komponentami funkcjonalnymi dla 識  shì „wiedzieć” są 言 yán „mowa” i 戠 zhí „zgromadzić się”. 言 jest komponentem znaczącym, a 戠 jest komponentem fonetycznym (…). Ludzie często postrzegają ten znak jako 言 + 音 + 戈, a następnie tworzą historię łączącą znaczenia: ” 言 mowa” + „音 dźwięk” + ” 戈 sztylet – topór”, ale w ten sposób ukrywają się połączenia fonetyczne pomiędzy 識 i innymi znakami, które mają wspólny element fonetyczny 戠 zhí: 職 zhí, 織 zhí, 幟 zhì. Tworzenie nowej historyjki o tym, w jaki sposób znaczenie jest reprezentowane w tym znaku (tj. rozbijanie go na części, które nie dają znaczenia, a następnie przypisywanie im znaczenia) nie tylko zaciemnia prawdziwy sposób, w jaki znaczenie jest wyrażone, lecz także daje fałszywe wrażenie co do tego, jakoby chińskie znaki zazwyczaj reprezentowały znaczenie. Nie wspominając już o tym, że można stworzyć nieskończoną liczbę historii dla jednego znaku, ale tylko opowieść oparta na komponentach funkcjonalnych przyniesie korzyści związane z dostrzeganiem (już na wczesnym etapie) rzeczywistych połączeń fonetycznych i znaczeniowych między znakami.” (Przytoczony wyżej przykład odnosi się do tradycyjnego znaku, jednak produkt Outliera jest opracowany dla znaków zarówno tradycyjnych, jak i uproszczonych.)

Ash Henson nie mówi „nie” historiom układanym do znaku. On po prostu uczy jak układać historie zgodnie z rzeczywistym pochodzeniem znaków i rozróżniać funkcje każdego z komponentów. Dzięki stworzonemu przez Outlier dodatkowi do Pleco w kilka sekund mamy dostęp do wiedzy, którą Henson zdobywał przez lata, studiując oryginalne chińskie źródła. Każda informacja w słowniku jest opatrzona przypisem.

TRZY ATRYBUTY CHIŃSKICH ZNAKÓW

Chińskie znaki posiadają trzy atrybuty (cechy): formę, znaczenie i wymowę.

Forma jest tym, co komponent miał obrazować (w 大 formą jest wizerunek dorosłego człowieka) . Znaczenie jest tym, co komponent znaczy (w 大 znaczeniem jest „duży”) . Forma i znaczenie są atrybutami semantycznymi. Wymowa 大 to oczywiście dà. Czasami forma i znaczenie są identyczne, ale innym razem bardzo się różnią (na przykład znak 又 miał przedstawiać prawą dłoń, więc taka jest jego forma, ale jego znaczenie to „ponownie”).  I teraz to, co najważniejsze. 

KOMPONENTY FUNKCJONALNE

„Komponent funkcjonalny jest częścią znaku, która odgrywa jakąś funkcję w tym znaku.” Co to znaczy?

Komponenty mogą pełnić różne funkcje w zależności od tego, czy dają znakowi formę, znaczenie, czy wymowę. Na przykład wspomniane wyżej 又, jeśli pojawia się w znakach jako komponent semantyczny, wówczas jego funkcja związana jest zwykle z formą: prawą dłonią, a nie ze znaczeniem „ponownie”. 

Słownik Outlier Chinese wyjaśnia, jaką funkcję pełnią w danym znaku wszystkie elementy: czasami dany element pełni funkcję znaczeniową, czasami fonetyczną, a innym razem to forma znaku odpowiada za znaczenie (tzw. znaczenie obrazowe).  Innym razem jeden komponent pełni w znaku więcej niż jedną funkcję. Bywa też tak, że mamy do czynienia z pustym komponentem, który w danym znaku nie ma nic wspólnego ani z wymową, ani ze znaczeniem, ani z formą i najczęściej znalazł się w tym znaku z powodu zniekształceń powstałych w wielowiekowym procesie formowania znaków. Słownik Outliera za każdym razem w bardzo przystępny sposób wyjaśnia nam te kwestie. Do tej pory opracowano w ten sposób 1750 znaków, ale w miarę rozwoju projektu otrzymujemy uaktualnienia. Docelowo słownik będzie zawierał 4000 pozycji. 

Jednak to nie wszystko, co Outlier ma do zaoferowania. Poniżej możecie zobaczyć zrzut ekranu dla znaku 黑.


Oprócz informacji o pierwotnym znaczeniu 黑 mamy też podstawowe dane o jego budowie, wskazujące że dolna część znaku (odczytywana często jako 灬 ogień), jest w istocie wynikiem zniekształcenia znaku 大. Oprócz tego, słownik Outliera rozróżnia znaczenia znaku i komponentu (黑 jako znak może nieść znaczenie „niegodziwy”, „złowrogi”, ale jako komponent pozostaje tylko przy znaczeniach „tatuowanie twarzy w ramach kary za przestępstwo”, „kolor czarny”, „ciemny”). Poza tym, w przeciwieństwie do typowego słownika, w produkcie Outliera znaczenia są inteligentnie ułożone w drzewo, od sensu pierwotnego do wyrosłych z niego kolejnych. 



Informacja o kolejności stawiania kresek jest już właściwie standardem w internetowych słownikach, więc tutaj Outlier po prostu dostosowuje się do konkurencji.

Słownik Outliera można kupić w trzech wersjach: „Mini”, „Essentials” oraz „Expert”. Ja kupiłam wersję Expert, dla „tych, którzy chcą głęboko zanurzyć się w historię i etymologię chińskich znaków”. Dzięki dostępowi do wersji Expert mogę dowiedzieć się, jak to się właściwie stało, że 灬 ogień w znaku 黑 jest komponentem pustym (nie dającym znakowi ani formy, ani znaczenia, ani wymowy). Otóż Xu Shen, autor pierwszego etymologicznego słownika i klasyfikacji chińskich znaków błędnie zinterpretował zdezintegrowane 大 w dolnej części znaku 黑 jako 炎 płomienie, w wyniku czego doszło do zniekształcenia znaku i dlatego dzisiaj łamiemy sobie głowy nad obecnością „ognia” w „czerni”. 

Wpisów eksperckich w słowniku nie ma jeszcze zbyt wiele, jednak docelowo będzie ich 4000. 

Kilka lat temu szerokim echem odbiła się publikacja Chineasy, książki która próbowała uczyć w jaki sposób rozbijać chińskie znaki na części. W porównaniu z produktem Outliera, Chineasy to książka dla dzieci (zresztą w zamyśle właśnie nią miała być). Nie tylko dlatego, że nie ma szans konkurować z nim pod względem ilości pozycji, lecz przede wszystkim dlatego, że w przeciwieństwie do Chineasy, u podstaw produktu Outliera leży szeroka, poparta źródłami wiedza Asha, który zjadł zęby na badaniach nad znakami. Pamiętam, że w Chineasy znak 出 wyjść został przyporządkowany do rozdziału ze znakiem 山 góra i wytłumaczony jako dwie góry według logiki „wyobraź sobie, że cesarz wygnał kogoś za góry”. W Outlierze szybko weryfikujemy tę historyjkę:

Chciałam zaznaczyć, że nie odrzucam Chineasy w całości, ponieważ uważam, że może pełnić motywującą rolę w przypadku dzieci, które są bardzo podatne na bodźce wizualne, a książka ma naprawdę rewelacyjne ilustracje. Natomiast od strony merytorycznej to dwie różne jakości.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym,  dlaczego warto uczyć się z Outlierem przez etymologię znaków, to tutaj Ash Henson wyjaśnia te kwestie o wiele bardziej szczegółowo. Również na kanale Youtube znajdują się nagrania autora, które przybliżają metodologię Outliera . Naprawdę fajna sprawa.

Link do strony Outliera

Link do kanału Youtube Outliera

Kim są „zdarte pantofle”?

破鞋 po xie – „zdarte pantofle”

Ku mojemu zdziwieniu odkryłam, że istnieje coś takiego jak Dzień Dziewic. Przypada 9 grudnia, czyli właśnie dzisiaj. Natomiast zdarte pantofle oznaczają w języku chińskim coś dokładnie odwrotnego.
„Zdarte pantofle – słowo o znaczeniu polskiej „zdziry” wywodzi się z pekińskich hutungów, gdzie osoby uprawiające prostytucję wywieszały na zewnątrz domów haftowane pantofelki, służące za szyld. Z biegiem czasu zniszczone przez wiatr i deszcz pantofelki, które same w sobie mają konotacje erotyczne, przeszły do języka jako obrazowe, pogardliwe określenie prostytutki.” Za: Liu Xiaobo, „Nie mam wrogów” ( z przypisów tłumacza). 

„Kwitnące miasto, które nigdy nie zasypia”- chromolitografia z lat 30. XX wieku, Yuan Xiutang (kolekcja Muzeum Historycznego Szanghaju).