W Chinach trwa prawdziwy turystyczny boom. W pekińskiej Świątyni Nieba czy Zakazanym Mieście coraz częściej słychać naszą szeleszczącą mowę. Jeszcze rok temu grupy z Europy, a zwłaszcza z Polski, były tu rzadkością.
Tymczasem dzielę się z Wami zdjęciami z niezapomnianej wyprawy do Tybetu.
Miałam ogromne szczęście — w dniu wyjazdu na obóz bazowy pod Everestem trafiła się fantastyczna pogoda. Wrzesień to czas, gdy Everest często pokazuje się w pełnej krasie. Ale Tybet to nie tylko Himalaje — to także buddyzm tybetański, świątynie i jeszcze raz świątynie… Przede wszystkim jednak cudowni, uśmiechnięci, serdeczni ludzie.
A co zaskakuje w Tybecie? Poniżej moja subiektywna lista.
Brak cmentarzy
W Tybecie nie ma cmentarzy. Ciała zmarłych są najczęściej przekazywane sępom podczas tzw. pogrzebu podniebnego – to sposób oddania ciała naturze, zamknięcia cyklu życia, a także praktyka tak ważnego w buddyzmie współczucia dla wszystkich czujących istot. Istnieją też pogrzeby wodne (ciało wrzucane do rzeki – dotyczy głównie dzieci) i drzewne (ciała zmarłych umieszczane na drzewach – na wschodzie Tybetu).
Energia i inwestycje
Panele słoneczne, elektrownie wodne i wiatraki pojawiają się nawet w najbardziej odludnych dolinach. Do tego kompletna infrastruktura przesyłowa – słupy i linie wysokiego napięcia biegną przez przełęcze na wysokości ponad 4000 m! Tybet wygląda dziś jak gigantyczne laboratorium zielonej energii.
Infrastruktura turystyczna
Drogi, punkty widokowe, świetne hotele, parkingi, toalety (często brudne, ale są) nawet na przełęczach powyżej 5000 m n.p.m.
Internet szybszy niż w Europie
Działa znakomicie nawet w górach – dzięki nowoczesnej sieci światłowodowej i rozbudowie 5G, które dociera nawet do najmniejszych miejscowości.
Choroba wysokościowa każdego dotyka inaczej
Mnie w pierwszych dniach dokuczało mrowienie w dłoniach, stopach i twarzy, kogoś innego bolała głowa, jeszcze inna osoba narzekała na „ciężkie” nogi.
Zdumiewająca adaptacja organizmu
W Lhasie (3650 m) po wejściu na piętro brakuje tchu. Po kilku dniach i czterech wyjazdach na przełęcze powyżej 5000 m – śmigasz jak kozica!
Przyjemne z pożytecznym
Lokalni przewodnicy łączą przyjemne z pożytecznym – kiedy oprowadzają grupy po klasztorach, mówią: „A teraz kora (przejście) wokół świątyni!”, wyciągają buddyjski różaniec i prowadzą wszystkich w modlitewnym spacerze, poprawiając przy okazji swoją karmę.
Moja karma musi być teraz naprawdę świetna, bo odwiedzonych świątyń było sporo! ![]()



















