• smocze miejsca

    Pijany mnich

    W okolicy Chiayi na Tajwanie znajduje się Świątynia Ukrytego Smoka (龍隱寺). Miałam szczęście, że w drodze na pola herbaciane trafiłam tu na ceremonię z udziałem pijanego bóstwa o imieniu Ji Gong (濟公). Podczas ceremonii mocno się zataczał. Ji Gong żył w XII wieku i był buddyjskim mnichem lubiącym łamać wszelkie zakonne zakazy i nakazy: jadł mięso, chodził w łachmanach, nie stronił od alkoholu. W końcu wydalono niesubordynowanego braciszka z organizacji i od tej pory bujał się po świecie. Jak wielu alhokoholików miał dobre serce: pomagał ludziom gdy tylko mógł, a dzięki kultywowaniu nauk Buddy posiadł ponadnaturalne moce. Wprawdzie nie zajmuje wysokiego miejsca w hierarchii bóstw, ale jest na Tajwanie bardzo popularny.…

  • smocze miejsca

    Chińczycy w Arktyce

    Wydawałoby się, że Arktyka to nie jest miejsce na chińską restaurację. Tymczasem okazuje się, że nawet tutaj, w bardzo północnej Norwegii, jakiś przedsiębiorczy Tang założył własny przybytek. Przyznam, że widok chińskiego biznesu w obcym dla mnie miejscu zawsze sprawia, że robi mi się cieplej na sercu. Ba, wielokrotnie chińskie sklepy i restauracje rozsiane po miasteczkach całej Europy okazywały się jedynymi miejscami, w których byłam w stanie się swobodnie porozumieć. 哈哈. Język chiński naprawdę przydaje się w podróży (nie tylko po Azji! 

  • smocze miejsca

    Tam, gdzie nie dociera piżamowa policja

    Co się stanie, jeśli pójdziemy na zakupy w piżamie? Absolutnie nic! Amatorów chodzenia w piżamie jest w Chinach oczywiście coraz mniej. W końcu Centralny Komitet Cywilizacji od dawna nie próżnuje, nie mówiąc o takich oddolnych inicjatywach jak “piżamowa policja”. Jednak małe, ośmiusettysięczne “mieściny” rządzą się swoimi prawami. Zdjęcie zrobiłam w Shangyu, Shaoxing (prowincja Zhejiang).

  • smocza RP,  smocze miejsca

    Bubble tea z Tajwanu pod polskimi strzechami

    To niesamowite. W Tarnowie, powiatowym mieście w Małopolsce, można kupić herbatę i napoje z Tajwanu. I nie są to zapakowane w torebki liście herbaciane, ale gotowa herbata w kubku w stylu nocnego targowiska z dodatkami takimi jak tapioka, liczi, aloes czy ananas. Zafoliowana i zapakowana po tajwańsku. Ze strony internetowej firmy Crazy Bubble, właściciela stoiska, możemy dowiedzieć się, że jest ona pierwszym polskim importerem wszelkich składników stosowanych w tej specyficznej herbacie. Kolejny namacalny dowód globalizacji – rzecz tak bardzo regionalna, specyficzna i niekoniecznie trafiająca w gusta większości, do tego najbardziej azjatycka jak to tylko możliwe, staje się osiągalna dla przeciętnego mieszkańca małopolskiej wsi. Na Tajwanie stoiska z tego rodzaju napojami…

  • smocze miejsca

    Jest na Tajwanie coś takiego, czego w Chinach nigdy nie doświadczycie

    Nocne targi. Targowiska w Chinach kontynentalnych nie są nawet w części tak fascynujące jak te tajwańskie. Taiwan night markets, 台湾夜市, są na wyspie jakością samą w sobie, pojęciem mieszczącym uliczny chaos i codzienny karnawał. Czynne do późnych godzin nocnych targi spełniają przy tym swoją podstawową rolę prawdziwej ostoi konsumpcjonizmu. Są też kwintesencją szeroko pojętej tajwańskości. Moje pierwsze zetknięcie z Chinami kontynentalnymi (nie licząc Hong Kongu) miało miejsce dopiero po dwuletnim pobycie na Tajwanie. W tym czasie rzeczywistość wyspy dość silnie kształtowała moje wyobrażenia o Chinach i Chińczykach w ogóle. Znałam wprawdzie podstawowe informacje o wieloletniej izolacji  politycznej (i rzeczywistej) Tajwanu i Chin, wiedziałam o różnicach ustrojowych i sporze o to, kto współcześnie…

  • smocze miejsca,  sztuka chińska

    Czym się różni ogród chiński od japońskiego?

    Od dawna byłam ciekawa ile prawdy jest w tym, że aby być szczęśliwym jeden dzień, należy się upić, jeden rok – ożenić, a żeby być szczęśliwym całe życie, powinno się założyć ogród. Myślałam jednak, że ogrodnictwem zajmę się na emeryturze. Doszłam wszakże do wniosku, że właściwie młoda już nie jestem, więc nie zaszkodzi właśnie w tym sezonie zdobyć trochę doświadczenia. Ostatnie miesiące spędzałam głównie w ogrodzie. Gdyby nie praca, to prawdopodobnie niczym Monet, rano zajmowałabym się ogrodem, a po południu malowałabym. A tak, trzeba było wybrać i padło na ogród. To doświadczenie otworzyło przede mną drzwi do nowego, fascynującego świata. Z czasem dostrzegłam wiele analogii pomiędzy ogrodnictwem  i malarstwem; w obu…